Warka nr 2 - Coopers European Lager
Maj 2012
Minęło trochę czasu i naszło mnie na warzenie kolejnego, drugiego w mojej karierze piwa :). Tym razem znów padło na piwo z brewkita. Chciałem zrobić piwo z zacieraniem, ale to jeszcze nie ta pora. Tak jak poprzednio zastanawiałem się nad gatunkiem i wybór padł na European Lager oczywiście produkcji Coopersa. Zdecydowałem się na ten gatunek z powodu bardzo pochlebnych opinii w necie, a poza tym sam zawsze bylem fanem czeskiego Budweisera, więc czemu nie zrobić czegoś w tym stylu. Jako składnik dodatkowy tym razem wybrałem jasny ekstrakt słodowy w syropie z polskiej wytwórni WES.
Przy moim
drugim piwie rozbudowałem swoje zaplecze techniczne o ładny, nowiutki 30
litrowy fermentator z Browamatora. Do tego doszła tez miarka do cukru żebym nie
musiał sypać go do butelek na oko. Do samego sklepu BA nie mam praktycznie żadnych
zastrzeżeń poza jednym - czasem trzeba czekać nawet tydzień na wysłanie paczki.
Kiedy
przyszła paczka z zestawem Coopersa wyhaczyłem jedną niepokojącą sprawę. Przy
wszystkich zestawach tej firmy sprzedawcy piszą, ze to piwa górnej fermentacji, a
tu dupa. European Lager to jedyne piwo z brewkita, które jest piwem dolnej
fermentacji. Według załączonej do puszki malutkiej instrukcji piwo ruszy w
temperaturze powyżej 20 stopni, ale jeśli uda się uzyskać niższą to lepiej,
może być nawet 14 stopni. Gdzie ja w środku maja mam znaleźć w bloku miejsce
gdzie będzie 14 stopni ? Najchłodniejsze pomieszczenie jakie udało mi się
znaleźć to piwnica gdzie było ok. 19 stopni.
Warzenie
rozpocząłem praktycznie tak samo jak w wypadku Mexican Carveza, z tym że
wystarczył mi jeden trochę większy garnek, tak żeby obydwie puszki mogły się
grzać jednocześnie. Zawartość obu puszek chętnie opuściła swoje dotychczasowe
lokum, jeszcze tylko wypłukałem resztki ze ścianek gorącą wodą. Wszystko razem
chlup do mojego nowego lśniącego fermentatora z bajerancką skalą i mogłem
zacząć dolewać wody. Tym razem przygotowałem się do lekcji chwilę wcześniej i
zapakowałem do lodówki cztery baniaki z wodą. Niestety 2 godziny nie wystarczyły żeby woda się wystarczająco schłodziła i znów siedziałem i czekałem wspomagając się moczeniem fermentatora w zlewie z zimną wodą. Kiedy wreszcie temperatura brzeczki łaskawie spadła do około 22 stopni, wsypałem drożdże i zamknąłem pojemnik nie czekając za bardzo na to, że fermantacja ruszy jeszcze tego samego dnia. Nie ruszała... Na drugi dzień wieczorem dalej nie bulgotało z rurki. Jedyne co mnie pocieszyło to to, że na powierzchni brzeczki zrobiła się lekka piana, co oznaczało, że coś tam żyło :). Żyło i to do tego stopnia, że nawet miało swój zapach. W pobliżu pojemnika, a w zasadzie to i w całej kuchni dało się wyczuć woń jajek. Szybko przewertowałem instrukcję z zestawu i uspokoiłem się trochę. Według instrukcji drożdże, które są dołączone do tego zestawu podczas pracy mogą wydzielać taki właśnie zapach. Przeniosłem szybko fermentator do piwnicy.
Fermentacja trwała 8 dni, a przynajmniej tyle czasu minęło od wsypania drożdży. To było 8 nerwowych dni. Przez cały czas nawet raz nie usłyszałem bulgotania z rurki, jedynie poziom w rurce się zmieniał. Od szóstego dnia sprawdzałem BLG brzeczki i do samego końca wynosiło ok. 1,5, przy czym początkowe BLG wynosiło 14. Jakieś drożdże żyły i spokojnie w ukryciu przerabiały cukier.
Przy butelkowaniu jako składnika do refermentacji użyłem białego cukru w ilości 4 gramy na butelkę odmierzony równo nową miarką. Piwo przy nalewaniu nie pieniło się jak poprzednie z dodatkiem glukozy. Wyszło 43 butelki, przeczekamy 3 tygodnie i na najlepszej polskiej komedii ostatnich lat (euro 2012) zobaczymy co z tego wyszło.
Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że piwo wyszło średnie, a mówiąc bardziej dosadnym językiem - dupy nie urwało. Minęło już pól roku od zrobienia tego piwa, producent zalecał nawet dwu miesięczny okres leżakowania. Smak się trochę wygładził, ale nie poprawił, ale po kolei. Kolor ciemno zloty, naprawdę ładny i przejrzysty. Piana przy nalewaniu gęsta i wysoka, ale niestety bardzo szybko opada. Jeśli wszystko jest tak dobrze to czemu jest źle. Smak piwa pozostawia trochę do życzenia. Nie jest źle, da się to wypić bez specjalnego zmuszania się, ale pomimo czasu nadal nie powala. Zrzucam to na fakt fermentacji w zbyt wysokiej temperaturze. Może wrócę jeszcze do tego gatunku, albo innego piwa dolnej fermentacji, ale najpierw trzeba będzie zapewnić stałe warunki temperaturowe, może jakaś stara lodówka... ? Na dziś over & out ;).
CDN...
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz